Kolejne widzewskie spotkania z historią

Opublikowane przez rts_admin w dniu

W środę 23 lutego w Muzeum Widzewa Łódź kibice czerwono-biało-czerwonych spotkali się z Andrzejem Gręboszem i Wiesławem Surlitem. Kilka dni później Zarząd Stowarzyszenia RTS Widzew Łódź gościł w mieście włókniarzy Mirosława Tłokińskiego.

Pretekstem do zaproszenia do Muzeum Widzewa Łódź Andrzeja Grębosza i Wiesława Surlita było wspomnienie awansu czerwono-biało-czerwonych do pierwszej (najwyższej wówczas w Polsce) ligi w 1975 roku. To było jedno z ważniejszych wydarzeń na drodze do powstania Wielkiego Widzewa, a w składzie drużyny byli wówczas właśnie Grębosz i Surlit. Rozmowa z nimi miała być wstępem do ligowej wiosny, której inauguracja zaplanowana była na piątek 25 lutego.

Goście honorowi Muzeum Widzewa z dużym zaangażowaniem odpowiadali na pytania licznie zgromadzonych kibiców i chętnie wracali do wspomnień sprzed niemal pół wieku.

– Godzinę przed treningiem spotykaliśmy się w kawiarni u pani Basi, gdzie przy kawie spędzaliśmy wspólnie czas, razem się odprężaliśmy. Tak powstawały relacje, które przekładały się potem na boisko – wspomniał Grębosz, wskazując jeden z czynników, który miał wpływ na powstanie w Łodzi drużyny europejskiego formatu.

Nie zawsze było jednak tak kolorowo. – Chciałem odejść z powodu konfliktu z jednym z trenerów. Ale zostałem, a niedługo później nie było już tego szkoleniowca, więc wszystko potoczyło siętak, jak powinno – dodał Grębosz, który z Widzewem świętował nie tylko awans, ale też dwa mistrzostwa Polski i wielkie mecze w europejskich pucharach, choć o rywalizacji z Ipswich na pewno chciałby zapomnieć, a gościom Muzeum w absolutnej tajemnicy zdradził dlaczego.

W nawiązaniu do temu spotkania widzewiacy wspominali, że w sezonie 1974/1975 zakończonym awansem, drużyna pewnie zmierzała po swoje, często mając przewagę nad rywalami już przed meczem. – Zespół przyjezdny zazwyczaj już na starcie był zdany na porażkę. Rzadko udawało się gościom na naszym terenie przynajmniej zremisować – przypomniał Surlit.

Zawodnicy, którzy odwiedzili w środę Muzeum Widzewa, powstanie Wielkiego Widzewa upatrywali też w trudnej historii jego piłkarzy. – Widzewski charakter wynikał z chęci sprawdzenia się jako piłkarz. Wcześniej wielu z nas było w ŁKS-ie, gdzie nie dawano nam szans. Do Widzew przychodziliśmy żądni rewanżu, z jedną myślą w głowie: ja wam jeszcze pokażę! – wyjaśnił starszy brat śp. Krzysztofa Surlita.

Dwugodzinne spotkanie na pewno nie wyczerpało tematu, a zgromadzeni słuchacze, którzy chętnie zostaliby w Muzeum pewnie całą noc, oprócz zadawania pytań i słuchania bardzo ciekawych, często nieoczywistych i nieznanych historii, po zakończeniu części oficjalniej stali jeszcze w długiej kolejce, by zdobyć autografy gości na specjalnych cegiełkach muzealnych, które tego dnia miały premierę i zapozować do wspólnych zdjęć.

Wizyta Andrzeja Grębosza i Wiesława Surlita to pierwsze z cyklu spotkań z historią w Muzeum Widzewa w 2022 roku. Kolejne odbyć powinno się już w marcu.

Tymczasem o bohaterach widzewskiej historii doskonale pamiętają również włodarze Stowarzyszenia Reaktywacji Tradycji Sportowych Widzew Łódź, którzy odpowiadają za funkcjonowanie Muzeum. Przy okazji piątkowego meczu ligowego Widzewa z Arką Gdynia spotkali się oni z Mirosławem Tłokińskim -wybitnym widzewiakiem, który w przeszłości był ważnym zawodnikiem obu klubów.

Zarząd SRTS zaprosił Tłokińskiego nie tylko na mecz, ale też dzień później na wspólny posiłek w już dużo spokojniejszych okolicznościach. Towarzyszył im również Tomasz Stamirowski, właściciel większościowy klubu z Al. Piłsudskiego 138. Były znakomity piłkarz był ze spotkania bardzo zadowolony, co potwierdził w swoich mediach społecznościowych (WIĘCEJ).


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *