Wielki Widzew kontra słynny Liverpool


To był największy sukces w historii startów Widzewa Łódź w europejskich pucharach i zarazem jeden z najlepszych występów polskich klubów na arenie międzynarodowej. 42 lata temu łodzianie w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów wyeliminowali słynny Liverpool FC w rewanżowym meczu rozegranym na stadionie rywala – Anfield Road.
Sezon 1981-82 był dla obu klubów niemal bliźniaczy. Widzew i Liverpool wygrywają krajowe ligi. Anglicy dorzucają jeszcze Puchar Ligi. Za to startami w europejskich pucharach kibice obu drużyn są rozczarowani. Łodzianie już w pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów dostają surową lekcję od belgijskiego Anderlechtu (1:4 i 1:2). Drużyna Boba Paisley’a wprawdzie dotarła do wiosennej fazy rozgrywek, ale w ćwierćfinale odpadła z mistrzami Bułgarii (1:0 i 0:2 po dogrywce) w dość kontrowersyjnych okolicznościach, jeśli chodzi o rolę sędziego w rewanżowym spotkaniu.
Dlatego The Reds sezon 1982-83 rozpoczęli z mocnym postanowieniem odzyskania prymatu na Starym Kontynencie. Gdy Widzewiacy grają najpierw z Hibernians Paola, a potem z wiedeńskim Rapidem, mistrzowie Anglii eliminują najpierw irlandzki Dundalk (4:1 i 1:0), a następnie fiński HJK Helsinki (0:1 i 5:0). Niespodziewana porażka w pierwszym meczu z Finami powinna być dla nich kolejnym ostrzeżeniem, ale po rozgromieniu rywala 5:0 w rewanżu, tamto spotkanie poszło w niepamięć.
Teraz drużyna Boba Paisley’a miała powalczyć o czwarty w historii awans do półfinału Pucharu Mistrzów właśnie z Widzewem. – Zawodników Widzewa faktycznie nie znaliśmy, ale mieliśmy dużo szacunku dla polskiej piłki, która była wówczas na topie. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że byliśmy wtedy fantastyczną drużyną – mówił po latach Ian Rush, słynny walijski napastnik Liverpoolu, w książce „Wielki Widzew”.
Oczywiście wspaniała drużyna LFC z takimi piłkarzami jak Phil Neal, Alan Hansen, Graeme Souness, Kenny Dalglish, czy wspomniany Rush, miała też swoje słabe punkty. Był nim zdaniem trenera Władysława Żmudy bramkarz Bruce Grobbelaar, który według obserwacji opiekuna łodzian grał niepewnie i często popełniał błędy.
I to potwierdziło się w pierwszym spotkaniu w Łodzi. Najpierw Grobbelaar popełnił błąd przy dośrodkowaniu, nie złapał piłki i Mirosław Tłokiński celnym strzałem dał prowadzenie Widzewiakom. Golkiper Liverpoolu nie popisał się też przy rewelacyjnym strzale Wiesława Wragi głową prawie z linii pola karnego. Owszem, było to niespodziewane uderzenie, ale Grobbelaar w całej sytuacji zachował się niemrawo jak na bramkarza tej klasy.
To były oczywiście zmartwienia mistrzów Anglii, a nie łodzian, którzy na rewanżowe spotkanie na Anfield Road jechali z zapasem dwóch bramek. The Reds znaleźli się pod ścianą, ale byli pewnie, że u siebie sobie spokojnie poradzą z mistrzami Polski. Zaatakowali od pierwszej minuty i gdy wkrótce objęli prowadzenie po strzale Neala z rzutu karnego zaczęli myśleć niczym wytrawny bokser, który ma już rywala na linach i zaraz zada decydujący cios. Wspominał o tym m.in. Souness, jeden z kluczowych zawodników drużyny Boba Paisley’a. To on popełnił błąd, od którego zaczęła się akcja zakończona rajdem Włodka Smolarka i rzutem karnym dla łodzian. Tłokiński strzelił na 1:1 i Liverpool musiał teraz pokonać Widzew 4:1.
Tymczasem po przerwie to RTS trafił na 2:1 po akcji Marka Filipczaka i strzale Smolarka do pustej bramki. W końcówce The Reds zdobyli dwa gole i wprawdzie wygrali 3:2, ale drugi sezon z rzędu odpadli w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów z drużyną ze wschodniej, wtedy komunistycznej Europy. Jednak tym razem nie mogli mieć pretensji do sędziego. Po prostu Widzew okazał się lepszy od wielkiego Liverpoolu Boba Paisley’a, dla którego był to pożegnalny sezon pracy z tym zespołem. Jeszcze na odejście wywalczył z nim szóste mistrzostwo Anglii, ale wspaniała seria europejskich sukcesów legendarnego dziś menadżera drużyny z Anfield została zakończona właśnie przez łódzki zespół.
16 marca 1983 roku Widzew Łódź swoim występem na stadionie Liverpoolu zaskoczył całą piłkarską Europę. Polska drużyna po raz drugi w historii Pucharu Mistrzów, i jak dotąd ostatni, awansowała do półfinału najważniejszych rozgrywek klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie. Wielki Widzew jeszcze raz pokazał swoją moc!
0 Komentarzy